biedron

Dopłaty polityka rolna

631 posts in this topic

Patrząc z boku na rolnictwo sprawa nie wydaje się taka jednostronna jak widzą ją rolnicy. Struktura wsi jest anachroniczna w stosunku do rozwiniętych państw więc i dochodowość ich jest znacznie niższa. 2 mln gospodarstw powinno przekształcić się w 200 tysięcy, to oznacza konieczność odejścia z rolnictwa min. 2 mln ludzi, którzy poza uprawą ziemi nic innego robić nie potrafią. Należałoby zagwarantować przekwalifikowanie i dać im pracę lub rentę albo bezrobotne. Czy państwo jest na tyle bogate aby to zrobić szybko. Na pewno nie, więc proces przekształceń będzie trwał ok. 30 lat dopóki obecni rolnicy nie przejdą na emeryturę (jak będzie wtedy wyglądało nowoczesne rolnictwo na świecie ?) . Istnieje też naturalna bariera psychologiczna wśród rolników w kwestii pozbywania się ziemi. Następna sprawa, to rozdrobnione rolnictwo stanowi ogromną konkurencję samo dla siebie powodując, że ceny na płody są najniższe z możliwych, gdyż jeden rolnik opuszcza cenę w tajemnicy przed drugim aby swój produkt sprzedać. Argument samozachowawczy biurokracji także ma tu swój wpływ - więcej gospodarstw to więcej biurokracji więc proces przekształcania z ich punktu widzenia powinien być jak najwolniejszy. W tym wszystkim najważniejsze jest indywidualne podejście każdego z rolników widzących bądź nie swoją przyszłość w rolnictwie a ta coraz bardziej postrzegana jest poprzez pryzmat biznesu czyli generowania zysków 

Share this post


Link to post
Share on other sites

przecież miały być gospodarstwa rodzinne i tak się właśnie mówi przed wyborami  ???

ale wystarczy przeczytać PROW i okazuje się że jest ukierunkowany dla gospodarstw wielkotowarowych,

gdy byśmy mieli rodzinne to byśmy jedli zdrową żywność a tak to będziemy jedli kiełbasę która smakuje tak samo jak flak w którym jest

i co wolisz KOLEGO ??? ???

Share this post


Link to post
Share on other sites

zgadza się na wielkoobszarowe a z drugiej strony te programy w pierwszej edycji szczególnie młody rolnik dopiero rozdrobniły gospodarstwa przykłady są w każdej wsi tatuś przepisał na dzieci które zrobiły szybkobieżną zaoczną szkołę rolniczą wzięli kaskę i nic ich nie obchodzi a stary dalej ryje w ziemi. Tak nie powinno być polska to kraj kombinatorów i naciągaczy i nigdy tu nie będzie dobrze. Jak najlepiej upodlić polaka? - dać mu władzę

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy ja zaczynałem "zabawę " w rolnictwo mój kolega miał 14 ha, 3 konie, 5 krówek i 10 świnek. Z tego żyła  cała rodzina i to nie najgorzej.

Dziś mnożymy wszystko przez 10.

Niestety koncentracja MUSI nastapić i w rolnictwie. Problem tylko dokąd ona ma się koncentrować.

Nasi rządzący nie mają na to pomysłu od wielu lat ( może poza Gierkiem, który otworzył nas na świat i doposażył rolnictwo w nowe technologie).

Ani PSL z Kalinowskim i Pawlakiem jak był przy "korycie" ani SLD z Olejniczakiem, ani nawet Samoobrona z Lepperem i Hojarską kiedy miała jako-taki wpływ. O PO i "broń nas Panie Boże" PiS nie wspomnę - tu nie ma nikogo zainteresowanego poprawą warunków życia i gospodarowania na wsi. My mieszkający i żyjący ze wsi i na wsi, jesteśmy TYLKO ich mięsem wyborczym.

Ale mimo wszystko na wybory pójdę, bym mógł zawsze powiedzieć swoje zdanie i ponarzekać na Tych, którzy wygrali wbrew moim poglądom ( jakie by one nie były).

Ci co  nie pójdą niech się nie odzywają, bo nieobecni głosu nie mają. Został tylko tydzień, a potem normalka. Róbmy swoje. Orzmy, siejmy, zbierajmy, hodujmy i bądźmy dla siebie przyjaciółmi a nie wrogami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Tomasz przecież Gierek zrobił to za pożyczone pieniądze tak jak teraz Grecy  :(

 

trochę się rozmarzyłem ??? bo też hodowałem kilka krówek i świnki

a na polu były ziemniaki,buraki cukrowe i pastewne,pastwiska oraz zboża

teraz budynki stoją puste ???

czy jak niemal każdy miał krówki i karmił je na łące gdzie jadły ziółka mleko nie było lepsze  ???

Share this post


Link to post
Share on other sites

Polska ma rozwydrzone dzieci. Każda grupa społeczna oczekuje od rządzących dla siebie specjalnych przywilejów, przedstawiając swoją sytuację jako gorszą w stosunku do innych. Tymczasem ojczyzna to wspólne dobro, a każdy obywatel jest zobowiązany do tego wspólnego dobra się dokładać i je powiększać. Oczywiście wymogi państwa muszą być ograniczone ponieważ w przeciwnym przypadku państwo doprowadziłoby do sytuacji gdzie wyciągających rękę o pomoc byłoby więcej niż tych którzy dostarczają środków na tę pomoc. Wydaje mi się, że w świetle innych krajów i w obecnej sytuacji materialnej kraju polskie rolnictwo ma wystarczająco dużo przywilejów. Nasuwa się pytanie, czy istnieje jakaś racjonalna przesłanka aby je jeszcze zwiększać. Moim zdaniem nie ponieważ Polska jest krajem samowystarczalnym w kwestii żywności. Importuje głównie specyficzne dla innych regionów produkty oraz to, czego u nas wyprodukować nie można ze względu na warunki klimatyczne. Nadwyżka eksportowa to ok. 4 mld euro rocznie.

Ktoś powie mogłaby być większa. Owszem ale władze każdego z państw postrzegają rolnictwo w identyczny sposób -  jako źródło bezpieczeństwa żywnościowego. Tak więc zwiększanie przywilejów w jednym państwie pociągnie za sobą identyczną reakcję w innych. Doświadczenie uczy, że wszelkie dotacje są konsumowane głównie przez dostawców środków do produkcji i maszyn, pośredników w zaopatrzeniu, handlowców itp. pozostawiając dochodowość rolnictwa na niezmienionym poziomie. Tak więc problem nie leży w przywilejach a w niestabilnej produkcji czyli przerzucaniu się z roku na rok na tę uprawę, która wydaje się bardziej dochodowa. Przy obecnej strukturze i ilości gospodarstw problem jest nierozwiązywalny (chyba nikt nie oczekuje gospodarki nakazowej)gdyż przekształcanie w większe gospodarstwa będzie trwało latami. Używanie argumentów, że produkty z małych gospodarstw są zdrowsze nie do końca mnie przekonuje. Jestem natomiast pewny, że są one droższe ponieważ odgrywa tu rolę efekt skali. Tak czy inaczej nie jesteśmy w stanie zrobić niczego pod prąd. Skoro tendencje światowe wskazują na konieczność powiększania gospodarstw to tak należy robić. Jeżeli ktoś widzi swoje miejsce i przyszłość z produktami z małych (ekologicznych) gospodarstw to niech ryzykuje taką produkcję ja wiem, że zdobycie klienteli dla takich produktów wymaga wieloletniej pracy nad ich świadomością a także wzrostu ich zamożności, wszak nie bez podstaw mówi się "pieniądz nasz pan"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Paweł, a gdyby spojrzeć na dotacje do rolnictwa jak na dotacje do żywności? Czy nie sądzisz, że to tak naprawdę idzie na dotacje do ceny żywności, bo gdyby uwolnić te ceny, to trzeba by było dać ludziom pensje godziwe, żeby mogli kupić. A tak - jednym się kapnie malutką pensyjkę, aby nie umarł taką, drugiemu dołoży do jego biznesu - mizernego gospodarstwa, takiego tylko, aby nie umarł, a jak będzie grzeczny, to może jeszcze z PROWu coś mu kapnie. I byle dalej, byle swojego korytka nie stracić. Skuteczna polityka, nie uważasz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

przecież Gierek zrobił to za pożyczone pieniądze tak jak teraz Grecy  ???

 

Jarku masz rację, że za pożyczone. Tylko jeżeli nadal w latach 70-tych byśmy gospodarowali jak za Gomółki to byśmy byli dziś gdzie??.

Gierek wprowadził zachodni system, po to są banki by pożyczać pieniądze i je inwestować, pomnażając swoje przychody. Błąd był chyba w tym, że wielu przeholowało.

Ale Ci, którzy w tamtych latach gospodarowali i nie bali się zainwestować dziś  (a częściej już ich synowie i córki)mają dobre gospodarstwa, dające przychód pozwalający godnie żyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pytanie co to jest pensja godziwa. Według statystyk przeciętny Polak ma wydajność pracy 3x do 4x niższą niż Niemiec, Francuz, Anglik. Przeciętne wynagrodzenie także jest utrzymywane w tej proporcji. Uważam, że jak na swoją wydajność pracy to Polacy zarabiają godziwie. Aby zarabiać więcej muszą stać się wydajniejsi. Inaczej zwiększenie wynagrodzeń będzie rozdawaniem pustego pieniądza i głównym czynnikiem inflacji. Bogactwo bierze się z pracy a nie z dotacji. Każda dotacja zostanie wcześniej czy później zjedzona przez inflację, jeżeli nie zostanie wykorzystana na wzrost wydajności pracy równoważący jej wartość. Zaleta dotacji jest w tym, że nie trzeba jej zwracać jak kredytu wraz z odsetkami a otrzymane pieniądze pozwalają coś zrealizować zanim samemu wypracuje się wystarczające środki na realizację. Analogiczna sytuacja jest z dopłatą do żywności, zostanie ona wchłonięta przez wszelkiej maści ogniwa pośrednie pomiędzy wytwórcą a odbiorcą końcowym czyli konsumentem nie pozostawiając temu ostatniemu ani grosza korzyści i nie dając temu pierwszemu praktycznie nic.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jako tak nauczasz, to powiedz jeszcze, jak tę wydajność owe "statystyki" Polaczkom wyliczyły, żeby tylko ich dalej gonić do roboty za friko. Pytania dodatkowe: dlaczego tak chętnie zatrudniają mało wydajnych Polaków? Kto tak nam organizuje pracę, że jesteśmy tak mało wydajni? Rozumiem, że obcy kapitał, który ma w swoim ręku większość zakładów? To po co tu szli, skoro nawet siły roboczej nie ma wydajnej?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tomku też masz rację jeśli chodzi o rolników  ???

mnie chodziło o państwowe przedsiębiorstwa one te kredyty przepier.....y  a oddać musieli wszyscy i tu porównanie do Grecji

 

Paweł dziwne ale jak pojadą na zachód to potrafią pracować,

co do dotacji to też uważam że zabierają ją pośrednicy itp.

a i żywność jest dzięki nim tańsza więc względny spokój mas pracujących

Share this post


Link to post
Share on other sites

Do Tadeusza. Spłycasz temat. Wydajność pracy wynika nie tylko z samej pracowitości Polaków, która jak zauważyłeś potrafi być zadziwiająca (szkoda, że nie we własnym kraju) ale wynika z całej organizacji pracy a więc posiadanych środków do produkcji, technologii i środków finansowych. To co mamy obecnie jest naleciałością wielu poprzednich lat i uwarunkowań historycznych. Niestety naleciałości te musimy przezwyciężyć swoją wydajną pracą, wydajniejszą niż praca innych aby w miarę szybko i skutecznie pokonać istniejące różnice ekonomiczne. Nikt za nas tego nie wykona a oglądanie się na innych doprowadzi nas niestety do sytuacji w jakiej jest w Grecji. Pozostaje zakasać rękawy i mozolnie rok po roku powiększać PKB. Wątpienie we wskaźniki ekonomiczne jest przekreśleniem wiary w cokolwiek. Skoro mądrzejsi od nas opierają się na nich, to nam nie pozostaje nic innego tylko przyjąć je jako miarodajne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miarodajne czy nie - wszystko zależy od metody. I potrzeby.

Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Można nie wątpić, ale trzeba wiedzieć, czemu się zaufało.

Cieszę się, że zgodziłeś się, że wydajność to sprawa złożona.

Jakie "zaszłości i uwarunkowania historyczne" masz na myśli? Mało wypracowaliśmy? Popatrz tylko, ile nam ukradli i zniszczyli ci, co dziś mają więcej. Głowa do góry, Pawełku, jesteś przedstawicielem pracowitego i całkiem niegłupiego narodu, praca i ludzie to też kapitał, nie trzeba go trwonić i nie wolno lekceważyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ile wypracowaliśmy nie ważne, ważne ile mamy, a to widać gołym okiem. Nie umieliśmy zachować przy sobie tego co utraciliśmy i jest to ewidentny objaw głównie naszych narodowych wad, które z dumą uznajemy jako zalety. Skoro tak, to nie możemy z tego powodu utyskiwać, bo stajemy się niepoważni.  Uwarunkowania historyczne (wojny, zabory itp.) nie odbyły się bez naszego udziału a to oznacza, że jakieś swoje trzy grosze  w sensie negatywnym do nich dołożyliśmy. Byliśmy butni i bitni wtedy, kiedy należało się układać. To że zapłaciliśmy  za to wszystko być może zbyt dużą cenę, to już zupełnie inna kwestia. Frycowe trzeba płacić. Dzisiaj w wielu z nas nadal odzywają się takie cechy, oni chyba niczego się nie nauczyli.  Do zrobienia jest bardzo wiele, a my dostaliśmy szansę nadrobienia zaległości. Nie jest to za darmo ale za cenę niezbyt wysoką, bo zgodnego współistnienia w Europie. Czy warto zaryzykować taką cenę? Moim zdaniem warto, w przeciwnym razie czeka nas kolejne sromotne lanie (tym razem na płaszczyźnie ekonomicznej), wszak nasze położenie geopolityczne się nie zmieniło. Liczy się "tu i teraz" oraz przyszłość, a ta zależy tylko od naszej woli oraz umiejętności, które musimy doskonalić ucząc się od mądrzejszych. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

. Byliśmy butni i bitni wtedy, kiedy należało się układać.

możesz to wyjaśnić

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Uwarunkowania" ma każde państwo, każdy naród. Popatrz na Niemców (i ucz się, skoro tak polecasz to innym)- jakoś nie płaczą, że tyle lat byli podzieleni, nie prawią o wadach narodowych, które do tego doprowadziły, nie liczą, ile utracili z własnej winy, nie każą części własnego narodu stać cicho i doganiać kogoś tam (nawet wywalczyli sobie dla tych słabszych uprzywilejowaną pozycję w UE). A u nas ciągle jakoś osioł bije się w (najchętniej cudze) piersi i narzeka na to, że przodkowie mieli odwagę i siłę krew przelewać. Własną, bo nikomu w szkodę nie leźli.

Zadziwiająco łatwo przechodzisz nad tym, co chwalebne, żeby dojść do wydumanych zagrożeń.

Lanie ekonomiczne już dostajemy, przed czym chcesz przestrzegać tych rolników, co to mogliby chcieć większych dopłat i przywilejów (od tego wszak zacząłeś swoje tu perrory)?

Share this post


Link to post
Share on other sites

To Polacy w przeszłości przez wiele lat dominowali w tej części Europy gnębiąc pomniejsze narody nie wspominając o Rosji. Później dostali za to bęcki. Noszenie głowy do góry zarówno z powodu pierwszego jak i drugiego nie jest bynajmniej chwalebne. Piszesz "Popatrz na Niemców (i ucz się, skoro tak polecasz to innym)- jakoś nie płaczą, że tyle lat byli podzieleni, nie prawią o wadach narodowych, które do tego doprowadziły, nie liczą, ile utracili z własnej winy, nie każą części własnego narodu stać cicho i doganiać kogoś tam (nawet wywalczyli sobie dla tych słabszych uprzywilejowaną pozycję w UE)." - Właśnie o tym piszę, Polacy jęczą że zostali pokrzywdzeni, że w związku z tym coś się im szczególnego należy. Każdy naród może tak myśleć ale będzie miał TYLKO to co sobie wypracuje. Tyle w tym temacie. W Europie i w Świecie nadchodzą czasy wypracowania wspólnego prawa obowiązującego ponad narodami. W takiej sytuacji każdy Polak, Grek, czy Niemiec będą wobec niego równi. To, jaki status materialny będzie posiadł każdy z nich będzie zależało tylko i wyłącznie od ich indywidualnych cech i wyborów. Kto tego nie rozumie zatrzymał się intelektualnie na poziomie myślenia z początków XX wieku, które doprowadziło do dwóch wielkich wojen światowych. Czas zrozumieć, że budowanie murów - tworzenie przywilejów dla jednych jest jednocześnie krzywdzeniem innych, a więc aby konflikty łagodzić, należy od takich rozwiązań odchodzić. Jak się ma znaleźć w tym wszystkim nasza narodowa tradycja i kultura ? Uważam, że naród wcale nie musi mieć granic aby zachować swoją narodową tożsamość, to co musi mieć to poszanowanie swojej kultury i pokazywanie jej odrębności innym narodom przy jednoczesnym poszanowaniu kultury innych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piszesz z pozycji Polaka, czy jakiejś innej? Dlaczego nie rozumiesz, że to "tylko" to dla niektórych "aż"? Właśnie o to chodzi, żeby mieć to, co wypracowane, a nie musieć oddawać jakimś lepiej ustawionym czy silniejszym, którzy dyktują warunki. Dlaczego tak boisz się, że rolnik polski mógłby mieć jakieś szczególne przywileje, skoro nie ma nawet tego, co mają inni - pomimo, że ze wspólnej puli jest to dzielone, do której i my wkładamy?

Masz dziwną tendencję do degradowania innych, a nie burzenia murów. I do mieszania tematów, wtedy gdy nie panujesz nad żadnym. To tworzy mury, a nie je burzy - tak "mury runą" tylko wtedy, jak się pod nie bombę podłoży. Niektórzy to robią w imię pokoju. Ty też?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego twierdzisz, że polski rolnik nie ma tego co maja inni. Ja twierdzę, że inni nie mają tego co ma polski rolnik i nigdy już mieć nie będą. Polski rolnik musi chcieć i umieć wykorzystać tę sytuację. Nikt mu nie powie co ma wykorzystać i w jaki sposób ma to zrobić. Musi odkryć to sam. Egzystujemy na konkurencyjnym rynku i każdy chciałby mieć przywileje. Polskie rolnictwo mimo swojej struktury jakoś skutecznie konkuruje na europejskim rynku (4 mld euro nadwyżki eksportowej) a to oznacza, że nie ma powodów do zwiększania dla niego przywilejów. Ideą Europy jest zrównoważony rozwój regionów, to oznacza dążenie do ich samowystarczalności. Próba zwiększenia produkcji ponad potrzeby regionu wcześniej czy później skończy się koniecznością jej ograniczenia i płaczem, że najpierw zachęcano przywilejami a teraz się je odbiera. Warunkiem pokojowego współistnienia jest znoszenie barier i przywilejów a nie tworzenie nowych. Pisałem o tym wcześniej. Unia europejska ma nadprodukcję żywności ale ta nadprodukcja nie jest sprzedawalna na zewnątrz unii ponieważ ceny tej żywności są wysokie ze względu na wysokie koszty produkcji. Koszty te są maskowane dopłatami ale nie zmienia to faktu, że produkowana jest drogo. To unia obwarowała się barierami celnymi i nie dopuszcza do siebie tańszej żywności z zewnątrz ale jak widać każdy kij ma dwa końce. Mieszkańcy unii mogą się cieszyć, że mają tańszą żywność na skutek dopłat do rolnictwa ale nie wiedzą jak tanią mieliby, gdyby zniesiono bariery celne na żywność z zewnątrz. Jakie szanse przetrwania miałoby wtedy europejskie rolnictwo? Odpowiem - żadnych. Czy w skali świata obecna sytuacja jest sprawiedliwa na pewno nie i to wcześniej czy później musi się zmienić inaczej będą tworzyły się i narastały konflikty. Takich przykładów jest wiele dotyczą całej gospodarki. Nie sądzę aby okopanie się we własnym grajdołku i jego obrona za wszelką cenę rozwiązywało choćby najmniejszą cząstkę tych problemów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dopłaty niższe o połowę nazywasz tym, co mają inni? Jakiej możliwości Twoim zdaniem "nie odkryli" polscy rolnicy? Przecież to wszystko jest znane, nie ma czego odkrywać, z wszystkiego co dostępne w miarę swoich możliwości korzystamy.

I dlaczego nazywasz naszymi "przywilejami" to, co się innym należy? Przecież wpłacamy do budżetu unijnego, mamy prawo korzystać. To wspólny worek, a Ty nie chcesz granic, więc powiedz, co zyskujemy na tej wspólnocie?

W dopłatach nie chodzi o dawanie, to jest rekompensowanie. Inaczej ceny żywności byłyby wyższe. Tańsza żywność nie oznacza bezkonkurencyjna - niska cena jest zaletą jedyną tylko dla biednych konsumentów. Żywność dobra jest na świecie droga - nawet tak, że nie jest dostępna dla przeciętnych obywateli, pospólstwo ma GMO i erzatz.

A tak nawiasem mówiąc - może obliczyłeś też, ile z tych dopłat i przywilejów eksportujemy w tych 4 mld euro?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Twoje myślenie oscyluje wokół jednej grupy zawodowej "rolników" Patrząc z tej perspektywy nie widzisz całego społeczeństwa oraz innych narodów. Zawsze uprzywilejowanie "kogoś" odbywa się kosztem "kogoś innego" czyli z jego pokrzywdzeniem. Tę swoją krzywdę próbuje on zrekompensować w inny sposób krzywdząc kogoś następnego itd. "Najbiedniejsi" coraz częściej bywają nimi z własnego wyboru ponieważ dostali od państwa przywilej w postaci opieki, więc nie opłaca im się zabiegać o pracę. Znam takich wielu, a patologia się niestety rozrasta zamiast kurczyć. Dopłaty "o połowę niższe niż winnych krajach unii" wynikają chociażby z faktu trzykrotnie tańszej u nas siły roboczej oraz innych, niższych kosztów w rolnictwie np. braku podatku dochodowego (tylko rolny) i bardzo niskiej składki ubezpieczenia w KRUS Zakładano, że z biegiem lat dopłaty te będą się wyrównywać ale warunki produkcji w tym koszty także będą się zbliżały do siebie. Współistnienie we wspólnocie nie może opierać się na fałszu ale na jasnym i otwartym przedstawieniu wszystkich za i przeciw, wykazaniu różnic w tym w tym tych dających przewagę, bez względu na to kogo one dotyczą. Prowadzi to do sytuacji w której nie można uzyskać przewagi dzięki nowym przywilejom, można tylko zmniejszyć przywileje tym którzy mają przewagę dzięki nim, aby wyrównać warunki konkurencji. Najwyższy czas zrozumieć, że każdy dział gospodarki musi bronić się sam a głównym wykładnikiem uzasadniającym potrzebę jego istnienia jest popyt. Rolnictwo ma tutaj największy atut, gdyż bez żywności nie da się przetrwać. Atuty polskiego rolnictwa to między innymi nie zasolona ziemia dająca szansę na zdrowe uprawy i produkcję proekologiczną, niskie podatki i ubezpieczenia, tania siła robocza (często zatrudniana na czarno)dobry klimat dający smak naszym owocom i warzywom. Czy jedynym argumentem do przebicia się na rynki europejskie musi być tylko niska cena uzyskana dzięki dopłatom, nie mogą to być argumenty jakościowe? Dopłaty unijne do polskiego rolnictwa są znacznie wyższe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uzdrawianie świata dobrze zacząć od likwidowania patologii wokół siebie (albo i od siebie).

O koszcie i wynagradzaniu "siły roboczej" już rozmawialiśmy. Szkoda, że zarobki są tak niskie.

Podatków nigdzie nie płacą ci, którzy nie zarabiają. Państwo stwarza warunki do prowadzenia działalności. Czy sądzisz, że u nas nie wprowadzono by podatku dochodowego dla rolników, jeśli tylko mógłby być z tego dochód dla państwa? Problem w tym, że większość rolników nie ma dochodu i musieliby być traktowani jako bezrobotni. Więc nie strasz, to nie jest wyjaśnienie dla niższych dopłat.

Koszty produkcji (np. energia, środki ochrony roślin są już jednakowe, to potwierdzają ekonomiści.

KRUS to temat rzeka, ale też wnioski jak przy podatku dochodowym - nie łaska, a smutne wyliczenie korzyści.

Mieszasz różne dziedziny i różne tematy - intencja aż nadto widoczna, ale tak do niczego nie dojdziesz. Pogadasz sobie przedwyborczo i tyle. Lepiej książkę poczytaj. Albo ruszaj do jakiej roboty - podniesiesz wydajność ???

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now