NEO

Użytkownicy
  • Content count

    9
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutral

About NEO

  • Rank
    Świeżak

Recent Profile Visitors

448 profile views
  1. Wszystkie badania (także własne) wskazują na obniżenie parametrów produkcyjnych o 5-35 % przy zastosowaniu strączkowych w żywieniu świń. Tym bardziej przy tych cenach śruty sojowej jest to nieopłacalne.
  2. Przytoczone dane nie są teorią i pochodzą z mojej fermy na przestrzeni lat 99 % ferm jest mocno kredytowanych więc bez problemu wytrzymują nawet parę lat posuchy w zyskach ;)
  3. Rynek trzody chlewnej od wielu lat charakteryzuje się małą stabilnością, przez co wybór tej branży nie daje nam gwarancji opłacalności. ASF czy niskie ceny skupu są bardzo często przywoływanymi powodami tej sytuacji i złej koniunktury. Nie sposób się tym nie zgodzić, afrykański pomór świń nadal szaleje na wschodzie kraju, co prawda wyłącznie wśród dzików ale jak mówi przysłowie kropla drąży skałę i wystarczy jeden nieostrożny hodowca lub splot niefortunnych zdarzeń by chorobę wykryto ponownie na chlewniach. Jeżeli mowa o cenach skupu to na przestrzeni lat mamy iście jazdę bez trzymanki. Zaczynając od krachu cenowego na początku XXI wieku gdzie ceny oscylowały w okolicach 3 zł a kończąc na problemach ze zbytem w związku z ASF gdzie ceny za WBC wynosiły ok 4,70 zł średnio a w niektórych rejonach znacznie mniej gdy "pośrednicy" chcieli się dorobić na masowej panice i wstrzymaniu odbiorów. Od jakiegoś roku mamy jednak wzrosty cen które obecnie oscylują na poziomie 7,40 za WBC a mimo to nadal się nie opłaca jak twierdzi wielu rolników. Trudna sytuacja na przestrzeni lat spowodowała że wiele hodowli upadło lub przestawiło się na tucz warchlaków, inne przestawiły się na produkcję bydła itp. Gdy w Polsce następuje załamanie rynku w tym samym czasie w krajach Europy zachodniej produkcja ma się bardzo dobrze, co prawda także spada opłacalność ale nadal jest to bardzo dochodowe. Obserwując sytuację z perspektywy małego rodzinnego gospodarstwa ( niegdyś 40 loch w cyklu zamkniętym) oraz obecnej fermy ( 300 loch w cyklu zamkniętym ) myślę że wiem po tych wszystkich latach gdzie leży problem. Bardzo dobrze sprawdzi się tutaj cytat z Iron Fista - " żaba pływająca w studni, nigdy nie pozna morza". Przy małej hodowli w starszych budynkach nie mamy świadomości, wiedzy, doświadczenia itp. by dostrzec błędy jakie popełniamy bo tak się robiło od zawsze i było dobrze. Mówię to także na własnym przykładzie gdzie stado było małe i popełniało się dużo błędów. Porównując taką hodowlę do fermy kilkuset loch to naprawdę jest przepaść mentalna, mogę powiedzieć że w momencie zasiedlenia fermy trzeba było się uczyć od nowa a wiedza zdobyta na przestrzeni ponad 20 lat utrzymywania świń stała się bezużyteczna. Jak nie sposób się domyśleć pierwsze lata były ciężkie i jak myślę ile się straciło na wskutek złego doradztwa firm paszowych genetycznych czy weterynaryjnych to głowa mnie boli ;) Teraz wróćmy do naszego przysłowia, to ja byłem tą żabą pływającą w studni powielającą złe schematy które przełożone zostały na większą skalę częściowo. I jest wiele takich przypadków że mniejsze hodowle budują fermy na 200-400-500 loch i otrzymują słabe doradztwo tracąc przy tym dużo pieniędzy. Najgorsze jest to że wiele takich ferm nigdy się z tej studni nie wydostaje i na wskutek braku odpowiedniej wiedzy popartej doświadczaniem kończą hodowlę , przestawiają się na tucz warchlaków lub mówią że się nie opłaca i nie trzodzie zarobić się nie da. Teraz powiem wam jak wygląda obsługa zewnętrzna pierwszej lepszej fermy i czym to skutkuje. Gdy powstaje duży obiekt potrzebuje on kilku rzeczy. Po pierwsze genetyki najczęściej Naima lub Danbred, po drugie żywienia i tutaj firma paszowa z reguły zajmuje się układaniem składu pasz, dostarczeniem premiksów, dodatków itp. ogólnie odpowiada za żywienie, niektórzy wybierają pasze gotowe szczególnie przy żywieniu prosiąt inni robią mieszanki we własnej mieszalni. Trzecim fundamentem jest obsługa weterynaryjna czyli współpraca z lekarzem weterynarii który pojawia się 1-2 razy w miesiącu na fermie ogląda stado i daje rady oraz przywozi potrzebne leki. Ostatnim elementem są ludzie czyli obsługa obiektu od której bardzo dużo zależy i tutaj mamy kilka opcji albo właściciel chodzi codziennie sam na obiekt i ma kilku pracowników lub zatrudnia zootechnika który ma w teorii wszystkiego dopilnować i kierować całą fermą. Z reguły lepiej wychodzi zootechnik bo hodowca może wprowadzać złe nawyki i obniżać wyniki fermy, przykładem może być pewna ferma 350 loch gdzie właściciel podjął decyzję ze będzie przeprowadzał kastrację knurków w dniu odsadu, innym przykładem jest ferma gdzie zaczęły chorować prosięta na porodówce i odchowani i z czasem okazało się że pracownik ma pełne łóżko leków które kradł z fermy. Takich przykładów jest dużo i nie ma sensu więcej ich wymieniać, lecz pokazuje to że wszystko zależy od ludzi bo można mieć super warunki i świetne lochy rodzące po 20-30 prosiąt a nic z tego nie mieć i balansować na granicy opłacalności szerząc później to co wyżej wspominałem " że się nie opłaca". Dostrzeżenie tego wszystkiego wymagało w moim przypadku zwolnienia 6 lekarzy weterynarii ( w tym 2 dosyć znanych) oraz mniej więcej 17 firm żywieniowych. Kluczem w funkcjonowaniu każdej fermy jest żywienie i niezależnie jakie lochy posiadamy to miejmy świadomość że ich potencjał biologiczny znacznie przekracza nasze możliwości ich wyżywienia. Przy słabym żywieniu loch brakowanie będzie faktycznie na poziomie ok 40 % a jakość prosiąt będzie spadać i taka locha jak zalecają firmy genetyczne wytrzyma 5-6 porodów i po niej, szczególnie Danbred który rodzi i odchowuje więcej prosiąt przez co niedobory organizmu są większe i brakowanie średnio o 10-15 % większe. Bardzo często jest bagatelizowane żywienie i jego wpływ na wyniki czy zdrowotność. Można zastosować taką kombinację surowców i dodatków w paszy LK/LP że nie będzie wymagane szczepienie od kolibakteriozy a problemy w okresie okołoporodowym nie będą miały znaczenia niezależnie od tego czy w dniu porodu locha zje 0,5 kg czy 5 kg. lecz to wszystko wymaga chęci wydostania się z tej "studni" a z tym jest problem bo mała hodowla robi po swojemu a duża ferma opiera się na autorytecie ludzi z firmy paszowej którzy mają wiedzę wyłącznie teoretyczną lub błędnie zasłyszaną na szkoleniach czy opiniach od hodowców. To samo tyczy się wyników osiąganych na odchowalni oraz tuczarni, potencjał biologiczny prosiąt wynosi jakieś 40-50 % w stosunku do tego co się osiąga i można choć o parę procent pokusić się o poprawę wyników lecz to także wymaga wiedzy i dobrych pasz a z reguły firmy proponują prestartery na poziomie 2,5 tys. co sprawia że nie tylko przyrosty nie wzrastają lecz w pierwszym tygodniu na wskutek stresu i złej paszy ustają co przekłada się bezpośrednio w tuczu. Istnieje parę firm oferujących francuskie czy angielskie prestartery za ok 4 tys. i są na pewno dużo lepsze lecz nadal nie poprawią nam wyników i dużą z tego część należy odliczyć z tej ceny na transport i marże. Kluczem jest też przygotowanie żywieniowe prosiąt oraz ich ogólna masa i jakość a co za tym idzie kolejnym kluczem jest żywienie loch gdyż jeżeli locha ma niedobory to i prosięta będą w pewnym stopniu je mieć. W tuczu natomiast potrzeba stałego monitorowania przyrostów i zużycia paszy i także w tym dziale żywiąc rzepakiem i strączkowymi nie narzekajmy że przyrosty są słabe czy opłacalność niska. Wszystko zaczyna się od maciory, jak to mawiał Merowing z matrixa wszystko jest od siebie zależne - ciąg przyczynowo skutkowy. Sposób i jakość żywienia loch bezpośrednio wpływa na prosiaka jakiego mamy na porodówce, jakiego odsadzamy, następnie na warchlaka i tucznika, a końcowym elementem jest nasz bilans ile włożyliśmy pieniędzy by wyprodukować 1 sztukę i ile z tego zostało nam w postaci zysku. Kończąc temat żywienia który tylko został nakreślony polecam samemu zainteresować się układaniem dawek i porównywania wyników jakie efekty nasza receptura dała i co można poprawić. Potrzeba dużo czytać i śledzić na bieżąc trendy i badania. Nie zawierzajmy firmom paszowym bo te popełniają masę błędów a żywieniowcy wstukają recepturę w komputerze i udają mądrych powtarzając slogany i teorie zasłyszane od kolegów czy na szkoleniach. Jeżeli mowa o weterynarzach to często przy jakiś problemach zauważałem wzajemne obarczanie się winą, żywieniowiec mówił że przyczyną jest choroba a lekarz że złe żywienie. Jeżeli te argumenty nie działają to często jest podawanie leków w ciemno szczególnie tych do wody. Duża część lekarzy stosuje za dużo leków profilaktycznie ale wiadomo że marża to zysk a miałem osobnika z 35 % marżą najlepszego. Niektórzy nie potrafią prawidłowo wyliczyć dawek leków ale początkowo to wszystko było normlane i wierzyło się że tak trzeba robić podobnie jak z żywieniem. Złe dobranie szczepień ochronnych czy inne nietrafione decyzje jak np. szczepienie loch PCV itp. sprawiają że problemy się nawarstwiają i powoli obniżają rentowność hodowli/fermy. Nie sposób nie wspomnieć też o ludziach, gdzie przerzuciłem ponad 150 pracowników z całej polski z różnych grup wiekowych i społecznych i jest z tym problem by kogoś dobrego znaleźć co sprawia że na wielu obiektach wyniki mocno spadają. Tutaj podam przykład fermy 400 loch gdzie obsługa miała tak małą skuteczność krycia/wyproszenia że brała normlane tuczniki z tuczarni i kryła by norma pokrytych loch w grupie się zgadzała, właściciel zorientował się po 2 latach dopiero gdy zmienił zootechnika. Podsumowując moim zdaniem powodem braku opłacalności produkcji trzody chlewnej jest brak wiedzy o funkcjonowaniu organizmu świni, zbyt ubogie = tanie żywienie na wszystkich etapach wzrostu i złe doradztwo firm paszowych oraz weterynaryjnych a zwłaszcza brak chęci nauki ze strony właściciela/hodowcy Polecam spróbować wydostać się z tej "studni " i zobaczyć że granice opłacalności są tylko i wyłącznie w naszych głowach.
  4. Podczas prac hodowlanych "gen stresu" został wyparty i obecnie wszystkie knury pietrain oraz ich krzyżówki są odporne w tym kierunku. Jednak przy problemach niedoborów składników pokarmowych przy intensywnym wzroście, najbardziej objawy widać właśnie na pietrainie ( problemy z kończynami, choroba bananowa, "rybie mięso" itp. )
  5. Pijąc poranną kawę i delektując się wiśniowymi delicjami, pomyślałem że warto pochylić się nad najważniejszym miejscem na obiekcie, jakim jest sektor porodu zwany potocznie porodówką. Istnieje wiele koncepcji jak ten budynek powinien wyglądać, a oferta firm wyposażeniowych jest nieźle rozwinięta, co stwarza możliwość zastosowania różnych rozwiązań zależnie od tego czego oczekujemy i jaki standard chcemy osiągnąć. W przeliczeniu na jedno stanowisko porodówka jest zdecydowanie najbardziej kosztownym wydatkiem, co budzi chęć oszczędności które niekoniecznie pozostaną bez echa w osiąganych wynikach produkcyjnych. Największym problemem są skrajne wymagania środowiskowe dla prosiąt i loch. Prosięta potrzebują stałej intensywnej temperatury rzędu 35-40 stopni w pierwszym tygodniu, natomiast locha wolałby mieć ok 20 stopni co stwarza pewien konflikt interesów. Standardowo w tym sektorze ogrzewane jest tylko legowisko prosiąt od dołu matą betonową lub plastikową a od góry promiennikiem 100-200 W. Ciekawostką jest że maty betonowe ogrzewane wodą sprawdzają się dużo gorzej i są nieekonomiczne gdyż bardzo długo się nagrzewają i słabo oddają ciepło nawet przy maksymalnych ustawianych grzania, dodatkowo są trudne do wyregulowania. W tym wypadku dobrze sprawdzają się maty z tworzywa sztucznego najlepiej ogrzewane ciepła wodą ( elektryczne znacznie podnoszą koszty energii elektrycznej ). Oczywiście dobrze jest by zamontowany został w miarę precyzyjny mieszacz/regulator temperatury ( niektóre firmy popełniają błąd montując zawory regulacyjne takie jak mamy w domach). Temperaturę mat należy ustawić patrząc na zachowanie prosiąt, które powinny leżeć rozłożone na całej macie, zwykle jest to ok 37 stopni jeżeli temperatura otoczenia jest wyższa. Od góry dobrze jest zastosować promiennik ze zmiennym pobraniem mocy o regulacji - 100 % OFF 50 %. Taki wariant jest bardzo wygodny bo możemy indywidualnie regulować temperaturę oszczędzając przy tym dużo energii. Tutaj firmy wyposażeniowe także popełniają błąd oferując oprawy wyłącznie z wersją włącz/wyłącz i przekonując hodowcę że taka jest lepsza ( oprawa ze zmienną mocą nie jest popularna, przez co nie wszyscy mają ją w ofercie). oczywiście także wysokość na jakiej jest powieszona lampa powinna być stale monitorowana gdyż często zdarza się że jest montowana za nisko i prosięta leżą na ruszcie lub na krawędziach maty. Sporą popularnością ciszą się tzw. domki dla prosiąt czyli daszki mające na celu utrzymanie temperatury legowiska. Jest to jakieś rozwiązanie jeżeli temperatura na porodówce jest za niska lecz owe rozwiązanie, ma moim zdaniem więcej wad niż zalet. Największym minusem jest różnica temperatur w ciepłej strefie legowiska a zimną w rejonach kojca porodowego co przekłada się na mniejszą chęć do ssania prosiąt i może obniżać przyrosty masy ciała. Nie bez znaczenia jest także mniejsza dostępność do prosiąt i ograniczona widoczność co sprawia że gorzej jest przeprowadzać codzienną inspekcję nie wchodząc do kojca i utrudnione jest wyłapanie problemów chorobowych. Dlatego dużo lepszym rozwiązaniem jest montaż dodatkowego ogrzewania pod sufitem lub na ścianach za pomocą aluminiowych profilowanych rur delta czy twin ewentualnie żeberkowych. Optymalne jest przeliczenie ok 2 kW na jedna lochę co daje nam możliwość precyzyjnego sterowania temperaturą zarówno otoczenia jak i legowiska niezależnie od siebie. Zastosowanie takiego rozwiązania dało w moim przypadku dużo lepsze warunki odchowu, mniej biegunek i innych problemów chociażby z układem oddechowym. W pierwszym tygodniu na sektorze dobrze jest utrzymywać stała temperaturę ok 25-26 stopni i temperaturę legowiska ok 33-35 stopni w tym przypadku. Takie zastosowanie kombinacji temperaturowej daje ogromną przewagę z e.coli które jest częstą przyczyną upadków czy słabszych przyrostów prosiąt. W zależności od jakości żywienia loch, taka temperatura nie obniża ich komfortu gdyż co ciekawe potrzeby lochy w okresie po porodowym jeżeli chodzi o ciepło także są podwyższone co daje nam duża tolerancję na przegrzanie ale trzeba robić wszystko z głową. Jeżeli chodzi o systemy wentylacji to nagminnie (i to spotykam u każdej firmy ) są dokonywane złe wyliczenia co do rodzaju wentylacji wielkości i ilości kominów. Najlepszym rozwiązaniem jest w tym przypadku sufit dyfuzyjny czyli płyta z tworzywa sztucznego bądź aluminium z małymi otworami na całej powierzchni, a na niej znajduje się 8-12 cm wełny silikonowej przepuszczającej powietrze. Taki sufit montuje się na całej powierzchni stropowej, dzięki czemu powietrze wpadające do pomieszczenia powoli opada nie tworząc przeciągów. Przy tańszych rozwiązaniach firmy montują na całości zwykły strop z poliuretanu a nad głowami wyprowadzają grubą rurę kanalizacyjną skierowana na głowę lochy ,co nie jest komfortowym rozwiązaniem dla lochy i dla prosiąt gdyż prędkość powietrza jest za duża i pomieszczenie nie jest równomiernie wentylowane co sprawia że łatwo można je wyziębić lub w druga stronę doprowadzić do powstania zbyt dużej ilości szkodliwych gazów, szczególnie zimą. Obydwa systemy stwarzają problemy jeżeli chcemy zastosować system chłodzenia np. przez zamgławianie ale przy wentylacji dyfuzyjnej jest to łatwiejsze bo można dobrać mniejsze dyszę i rozpylać delikatniejszą mgiełkę. Jeżeli chodzi o kominy to polecam zawsze większą ilość ale o mniejszej mocy np. przy budynku 25 m x 12 m i obsadzie np.30 loch na porodówce idealnie byłoby zatasowanie 3 kominów o średnicy 50 cm. Jeżeli nie potrafimy tego wizualnie sobie wyobrazić, to najprościej jest do tego co wyliczy nam przedstawiciel firmy wyposażeniowej dodać ok 40 % i zalecić by zwiększył moc lub średnicę kominów. Będzie miało to znacznie głównie w okresie letnim i zapobiegnie braku odpowiedniej wymiany powietrza niezależnie jakie system wentylacji będziemy posiadać. Ostatnim elementem jaki chciałbym poruszyć jest układ kojca i rodzaj żywienia. Jeżeli o zaoszczędzenie miejsca montuje się jarzma ukośnie co moim zdaniem nie jest ani wygodne dla prosiąt ani tym bardziej nie jest komfortowe dla osób obsługujących. W moim projekcie zastosowałem boksy 2,80 m x 2,10 m i ułożenie kojców porodowych podłużnie, daje to ponad 0,5 m miejsca z każdej strony także z tyłu i ułatwia prosiętom poruszanie się wokół jarzma. Od przodu zdecydowałem się na montaż dodatkowych korytarzy 0.40 m co daje pełny i szybki dostęp do każdego koryta które jest wywracane dźwignią w razie potrzeby. I co najważniejsze nie ma potrzeby wchodzenia do kojca by sprawdzić koryto czy dokonać regulacji na dozowniku. Krótko można też wspomnieć o systemie pojenia gdzie najlepiej sprawdza się przez pierwsze 10 dni podawania wody ręcznie w plastikowe pojemniki w moim przypadku są one zawieszone na desce wygrodzeniowej by zachować higienę i czystość, ale także można użyć do tego zwykłych plastikowych dokarmiaczy ( nie metalowych). Pobranie wody jest istotne gdyż co by ktoś nie mówił na początku z poidełek nie będzie odpowiedniego pobrania wody, a te zaczyna się dopiero od 14 dnia na dobrym poziomie ( dobrze sprawdza się montaż liczników). U loch najlepsza wersją jest montaż zaworów ze stałym poziomie wody co zwiększa pobranie paszy i pobranie wody nawet do 40 %. i utrzymuje stale 3-4 l wody w korycie. Ostatnim elementem jest żywienie które w przypadku wersji na sucho, wykonuje się za pomocą 8-10 litrowych dozowników z regulacją, doprowadzenie paszy za pomocą podajnika koralikowego daje możliwość krętego prowadzenia paszociągu i dobra wydajność. Najważniejszym elementem praktycznie nie montowanym jest podnoszenie "gruszek" dozowników przez sterowniki. Czyli w każdej komorze jest jeden siłownik który podpięty jest pod sterownik czasowy a ten o wyznaczonych godzinach daje paszę lochom i zasypuje na następne karmienie. Zastosowanie takiego systemu w każdej porodówce oddzielnie daje możliwość podawania paszy 3-4-5 razy dziennie a co za tym idzie zwiększa się pobranie i polepszenie wyników, dodatkowo w miesiącach letnich możemy ustawić karmienie na wczesne godzinny poranne gdzie jest jeszcze chłodno oraz późne wieczorne gdzie upały są lżejsze. Podsumowując temat wyposażania sektora porodowego jest szeroki i nie sposób omówić go w paru zdaniach. Warto jednak przed planowaną modernizacją budynku lub budową nowego zastanowić się co będzie dla nas dobre i wygodne, bo miejmy świadomość że będzie trzeba przy tym codziennie chodzić, a nawet najmniejsze błędy i detale z biegiem lat będę irytujące i utrudniające nam pracę.
  6. Jest to odpowiedz marketingowa SHIUZ-u na słabnącą sprzedaż. Knur pietrain z drobnym udoskonaleniem, niczym szczególnym się nie wyróżnia.
  7. Przeglądając ofertę poszczególnych stacji pozyskiwania nasienia, nie sposób nie zauważyć coraz większego wyboru co do ilości i jakości dostępnych knurów. Prym w dalszym ciągu dzierży polska PBZ ale coraz śmielej hodowcy sięgają po zagraniczne krzyżówki międzyrasowe. Bardzo popularna szczególnie w mniejszych hodowlach jest DUxPi czyli krzyżówka Duroca z Pietrainem, która charakteryzuje się przyzwoitym przyrostem i odpornością na choroby czy warunki atmosferyczne. Istnieją także zalecania czy też rekomendacje firm genetycznych oferujących materiał mateczny, przykładem może być krycie duńskich loch knurem Duroc w czystości rasy. Wbrew powszechnej opinii dobór knura ma ogromne znacznie w finalnym rozrachunku gospodarstwa. Jak nie trudno się domyślić, najlepsze parametry w tuczu oferują skomplikowane krzyżówki składające się z wielu ras np. P76, Neckar, PIC 337, EBX itp. wyjątkiem są tutaj pietrainy które doskonalone są z reguły w obrębie swojej rasy. Przy wyborze genetyki ojcowskiej należy zatem skupiać się indywidualnie na rodzaju macior, warunkach panujących w chlewni, obsadzie na m2, możliwościach żywieniowych oraz co najważniejsze wiedzy osoby obsługującej zwierzęta. Nie będę w tym artykule pochylał się nad knurami PIC gdyż obecna słaba sytuacja firmy i brak prac genetycznych nad liniami sprawia że są dużo gorsze od konkurencyjnych linii. W przypadku przeciętnej chlewni o średnich wynikach oraz warunkach, warto pochylić się nad knurami cechującymi się względną odpornością na skrajne warunki, dobrze znoszącymi gorszej jakości żywienie itp. do takich należy zdecydowanie DUxPi oraz P76. Ten ostatni da nam duże lepsze wyniki od krzyżówki Duroca z Pietrainem a ponadto będzie łatwiejszy w obsłudze. P76 wyróżnia się różnymi etapami wzrostowymi patrząc na cały okres tuczu, na porodówce prosięta są mniejsze ale za to bardziej żywotne co ułatwia im pobranie odpowiedniej ilości siary. Do wagi 40-50 kg warchlaki wyglądają przeciętnie, raczej są dłuższe i mniej zbudowane co sprawia że raczej nie nadają się do fermy produkującej prosięta gdyż mówiąc ogólnie nie wyglądają ładnie. jest to jednak pozorne bo cały potencjał P76 pokazuje w tuczu gdzie osiąga bardzo dobre przyrosty nawet na paszach z dużą ilością strączkowych. Słynie on także z dobrego FCR i świetnej odporności na choroby czy warunki w budynku, toleruje także większe zagęszczenie czy mniejszy dostęp do karmnika. Sprawdza się przy cyklach zamkniętych i produkcji tucznika,coraz częściej jest dobierany do loch Naima. Ciekawą propozycja jest też pochodzący z tej samej "stajni" knur o nazwie Neckar, jego główną cechą w miarę równy wzrost zarówno przy niskiej jak i wysokiej wadze. W porównaniu do P76 rośnie trochę dłużej ( średnio min 7-10 dni) ale z drugiej strony rekompensuje to lepszą mięsnością. Jest tez dużo lepszym prosięciem o ładnie rozbudowanej budowie ciała a co za tym idzie osiąga większą masę urodzeniową i odsadzeniowa. Nie jest rekomendowany do młodych macior czy loszek ze względu że przy mniejszych miotach potrafi narobić problemów przy porodzie ( zaklinowanie się w szyjce, za słabe parcie loszek itp.). Jest on tez bardziej wybredny jeżeli mówimy o warunkach czy żywieniu. Ogólnie polecany dla ferm preferujących umiarkowany wzrost a maksymalną mięsność. Ostatnią grupą są knury osiągające najlepsze wyniki lecz dużo bardziej wymagające czyli EBX oraz Maxter. O amerykańskiej nowości nie będę się rozpisywał gdyż EBX od niedawna jest w Polsce i potrzeba wielu badań by potwierdzić jego wartość użytkową, jednak wiele badań w tym moje własne stwierdzają świetne przyrosty lecz trochę gorszę konwersję, nie mniej jednak jest to knur z potencjałem, lecz czas pokaże czy zadomowi się u nas na dobre. Jeżeli mówimy o knurze Maxter Hypor czyli francuskim hybrydowym pietrainie jest to linia terminalna dająca najlepsze wyniki wzrostu i konwersji paszy na świecie. Ogólnie znane knury rasy pietrain różnią od hypora i osiągają gorsze wyniki i co najważniejsze tempo wzrostu maleje od 70-80 kg, Maxter nie przejawia tej cechy i utrzymuje równomierne przyrosty do wagi ok 125 kg. W badaniach własnych na dwunastu ojcowskich liniach genetycznych, właśnie Maxter osiągnął zdecydowanie najkorzystniejsze tempo przyrostu względem zużycia paszy. Trzeba jednak do tej beczki miodu dodać łyżkę dziegciu, a tym dziegciem jest wrażliwość i wybredność tego Maxtera. Po pierwsze wymaga on dosyć dużo miejsca w klatce, bo pomimo jego dużej energii i zainteresowania ( potrafi specjalnie dla zabawy wywrócić człowieka ) jest leniwy i rzadziej chodzi do karmnika co sprawia że gdy jest ciaśniej rośnie słabiej. Jest też wrażliwy na warunki środowiskowe oraz błędy żywieniowe, ze względu na częsty brak owłosienia i wrażliwość na dotyk przy zbyt intensywnie działającej wentylacji czy braku ogrzewania na odchowalni może pojawić się biegunka czy problemy z układem oddechowym. Jakość stosowanych pasz jest także bardzo istotna gdyż zauważyłem że prosięta, warchlaki nie tolerują wysokich dawek śruty sojowej co objawia się bardzo często namnożeniem bakterii e.coli i chorobą obrzękową a w tuczu przy stosowaniu surowców rzepakowych czy strączkowych spada pobranie i wykorzystanie. Ze względu na świetny potencjał wzrostowy dochodzący do 1300-1400 gram, wymaga ułożenia specjalnego MPU premiksu z bardzo wysokimi udziałami mikroelementów najlepiej w formie organicznej oraz wysokich dawek witamin rozpuszczalnych w tłuszczach szczególnie E. Ze względu na bardzo mocno rozbudowane umięśnienie wzrasta obciążenie układu szkieletowego co sprawia że wapń z kredy może być za słabo przyswajalny lub dodatek jej za duży do bezpiecznego stosowania, dlatego zalecany jest wapń w postaci np. mrówczanu. Z racji że maxter jest też mocno zbudowanym prosięciem raczej nadaje się do krycia loch w 3 i dalszej ciąży ( chyba że mioty u loszek w 1 i 2 porodzie są pow.16 sztuk wtedy problem jest niwelowany i można pokryć pierwiastki). Ogólnie knur o cechach wybitnych lecz bardzo wymagający co sprawia że bardzo ciężko wykorzystać jego potencjał. W podsumowaniu należy stwierdzić że genetyka ze strony linii ojcowskiej determinuje wyniki osiągnę na odchowalni,tuczarni a odpowiedni jej wybór jest kluczowy dla wyniku ekonomicznego gospodarstwa.
  8. Ja natomiast przez wiele lat hodowałem wiedeńskie w odmianach barwnych czarnej, białej oraz niebieskiej. Sporadycznie BOS-y.
  9. ASF

    Jako że sam znajduję się w strefie żółtej, obecna sytuacja nie napawa optymizmem. Bardzo dużo przypadków jest w lubelskim, ale co się dziwić jeżeli Zalesie to zagłębie dzików.